Jonas Karlsson, Rachunek

karlsson-36

Od pierwszych stron lektura idzie lekko, wraz z narratorem wsiąkamy w zwyczajne życie składające się z pracy na niepełny etat w wypożyczalni video, wspomnień oraz niewielkiej (bardzo niewielkiej) domieszki spotkań towarzyskich. Akapit po akapicie zaczynamy coraz intensywniej zastanawiać się nad śmiesznym rachunkiem wystawionym bohaterowi przez enigmatyczne W.R.D.

Generalnie cała historia odtwarza kafkowski model państwo kontra obywatel. Bohater nie ma zbyt wiele do powiedzenia w starciu z wielką organizacją – machiną do ściągania należności. Dług z każdym jego posunięciem rośnie zamiast maleć. Sytuacja wydaje się tyleż absurdalna, co beznadziejna. Okazuje się że ludzkie doznania i przeżyte emocje, nie ważne jakie, sumują się w punkty szczęśliwości, te zaś są bardzo kosztowne.

Ciekawa i przemyślana fabuła każe nieustannie kwestionować poczynania bohatera, ale też zmusza do zadawania sobie pytania, co ja bym zrobił na jego miejscu? Jak wyglądałyby moje próby rozwiązania sprawy?  Wczuwanie się w główną postać nie sprawia czytelnikowi najmniejszego problemu, a to dlatego że prowadzi on spokojną i raczej wycofaną egzystencję. Jest szeregowym pracownikiem, pozbawionym wszelkich perspektyw i złudzeń, ponadto, potrafi zadowolić się małymi rzeczami. Funkcjonuje więc jako swego rodzaju everyman, z którym doskonale łatwo jest się utożsamić i któremu nawet wbrew sobie kibicujemy. Mamy przecież do czynienia z niesprawiedliwością, jak ktoś tak przeciętny może zostać uznany za jednego z najszczęśliwszych ludzi? Kluczowe w sprawie okazuje się nie to, ile dostajemy od życia, ale to, ile jesteśmy z niego w stanie wycisnąć. Narrator to bowiem osoba, która potrafi dostrzec nawet nieznaczny gest w niezbyt popularnej scenie nieznanego nikomu filmu i cieszyć się jego znaczeniem i mocą.

Krótka i wciągająca powieść Karlssona, dotąd przede wszystkim aktora i dramaturga, pozwala nam zastanowić się nad istotą szczęścia i spełnienia w ponowoczesnym świecie. Między wierszami zmuszeni zostajemy do zredefiniowania tak zwanego “sensu życia” i tym podobnych ogranych a przy tym przyjmowanych bez cienia zwątpienia pojęć. Okazuje się że czerpanie z życia małymi łyżeczkami może okazać się tak samo skuteczne jak operowanie chochelką.

Jeśli zaś chodzi o wątek nieprzejednanej, opresjonującej i wszechmocnej władzy, pisarz bawi się także i nim. Umiejętnie ukazuje, że w ostatecznym bilansie władze cechuje co najwyżej wielka absurdalność i nieprzystosowanie. Świetnie ową groteskę portretuje wspomniane w książce nie w całości powiedzenie:“Jeżeli jesteś winien bankowi milion, to twój problem, ale jeżeli jesteś winien sto milionów, to kłopot ma bank.”

Jedyną rzeczą, w którą jako odbiorcy trudno mi było uwierzyć była relacja zawiązująca się między główną postacią a Maud, konsultantką odpowiadającą na telefony setek osób w podobnym położeniu – zadłużonych i zagubionych. Oczywiście przypadek narratora nie jest jak wszystkie inne, choćby z racji sumy, jaką jest winien W.R.D. a dziewczyna cierpi na samotność, mimo to jednak rodząca się przez telefon więź wydaje się w pewnym stopniu niewiarygodna. Z drugiej jednak strony, właśnie owo nieprawdopodobieństwo pozwala nam domyślać się jej prawdziwego znaczenia niczym bohater oglądający swoją ulubioną scenę z bośniackiego filmu zaczynamy dostrzegać ledwie zauważalny gest dwójki dawnych kochanków.

Polecam książkę każdemu, kto lubi podczas czytania dawać się ponieść przemyśleniom i pomysłom, nie zawiedziecie się.

Wydawnictwo Znak Literanova 2016, ilość stron:192.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s