Chris Hadfield, Kosmiczny poradnik życia na Ziemi

Autorzy-41

Do przeczytania kosmicznych memuarów Chrisa Hadfielda nie trzeba było mnie długo namawiać. Kiedy tylko skojarzyłem nazwisko z teledyskiem, w którym autor coveruje „Space Oddity” Davida Bowiego, byłem kupiony. Jakiś czas temu ten kręcony na orbicie klip sprawił mi niezłą frajdę, toteż automatycznie wziąłem muzycznie uzdolnionego astronautę za osobę interesującą i niezwykle charyzmatyczną. Jak się okazuje, opinię tę dzieliłem z co najmniej 30 milionową rzeszą widzów orbitalnego video.

Bohater NASA i CSA opowiada swoje losy w należytym porządku – od czasów dzieciństwa i pierwszych przejawów fascynacji kosmosem, przez swoją wzorową karierę pilota i loty w przestrzeń kosmiczną, aż do przejścia na zawodową emeryturę w wieku 53. lat. Niekiedy jednak ta skrupulatna chronologia jest naruszana, by wzbogacić opowieść o szerszą perspektywę lub nowy wątek. Dygresje wyraźnie służą tu podkreśleniu głównego nurtu rozważań. Wszystko w tym długim na ponad trzysta stron wywodzie jest doskonale zaplanowane i dopięte na ostatni guzik. Z jednej strony stanowi to niewątpliwą zaletę dla każdego czytelnika głodnego naukowych faktów, technicznych i administracyjnych niuansów związanych z eksploracją wszechświata czy ciekawostek o sztuce pilotażu. Z drugiej, momentami wydawało mi się wręcz, że czytam zapis bardzo długiej konferencji prasowej, na której owszem, trzeba mówić ładnie i zaciekawiać, ale jednak nie można pozwolić sobie na zbytnią otwartość. Taki właśnie, typowo PR-owy ton ma dla mnie „Kosmiczny poradnik życia na Ziemi”.

Zazwyczaj czytając zaginam rogi książki na stronach, do których chciałbym później wrócić, bo zawierają jakąś złotą myśl lub cytat godny zapamiętania, czasami chodzi o zwyczajne uwagi na bliskie mi tematy. Tym razem zostałem zaskoczony. Po przeczytaniu tomu zauważyłem, że nic nie poruszyło mnie na tyle, bym zagiął choć jedną kartę. Co skutkuje tak słabym wynikiem, jeśli chodzi o ilość inspirujących momentów? Myślę, że przede wszystkim „Poradnik…” jak sama nazwa wskazuje skłania się bardzo ku formie swego rodzaju przewodnika, po meandrach życia, kariery i sztuce balansowania między pracą, marzeniami, rodziną i realizmem. Takie pomieszanie komunikacji couchingowej z długim resume głównego bohatera może w istocie nieco odpychać i odbierać książce jej ostrości, co tłumi nasz zachwyt nad kosmicznymi spacerami i wynalazkami ułatwiającymi codzienność na orbicie. Autor pragnie, abyśmy przyjmowali każdą sytuację życiową z pokorą i dobrym nastawieniem, abyśmy podchodzili z większą odpowiedzialnością do kwestii naszego środowiska oraz wielu innych rzeczy. Dostajemy też zbiór metod, którymi możemy się posługiwać, by zajść w życiu jak najwyżej. Co ważne, są to sposoby, na które trudno byłoby wpaść samemu, zwłaszcza w czasach kiedy lansowane są teorie odwrotne. Weźmy na przykład rozdział chwalący negatywne myślenie – przecież od wielu lat wbija się nam do głów, że jedyne, co może zapewnić nam szczęście to porzucenie pesymizmu. Otóż, jeśli chcecie zajść daleko jako astronauci, powinniście nauczyć się czerpać z magi negatywów. Ponad to, najlepiej jeśli przy każdym powierzonym wam zadaniu skupicie się na jego najmniejszych drobiazgach, nie zapomnijcie także o tym, by dążyć do bycia zerem, a więc neutralnym członkiem grupy, który w pierwszej kolejności nie przeszkadza, a dopiero potem zastanawia się, co takiego może wnieść do wspólnego wysiłku. Dowiecie się też co nieco o tak zwanym zachowaniu wyprawowym a także o konieczności dobrego znoszenia degradacji zawodowej. Nie pozostaje nic, tylko czytać uważnie i uczyć się od odważnego a przy tym skromnego Kanadyjczyka.

Choć w rzeczywistości tom jest raczej autobiografią, niż poradnikiem z prawdziwego zdarzenia, warto pochylić się nad kilkoma poruszanymi tu kwestiami. W życiu bowiem, dokładnie jak za sterami myśliwca, najkrótsza droga do odzyskania panowania nad sytuacją potrafi wieźć przez najmniej intuicyjne działania. Kiedy zatem następnym razem stracicie kontrolę nad swoją maszyną, zastanówcie się najpierw nad mniej oczywistymi wyjściami z kłopotów, a dopiero potem działajcie. Polecam „Kosmiczny poradnik…” każdemu, kto chciałby dowiedzieć się więcej o trudach bycia astronautą, ale też wszystkim tym, którzy są zwyczajnie ciekawi na jakim etapie jesteśmy w kwestii podboju kosmosu. Oto kolejna rozrywkowa i zmuszająca do myślenia pozycja na wasze czytelnicze wakacje!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s