James Rebanks, Życie pasterza. Opowieść z Krainy Jezior

Często czytam książki okrzyknięte przez New York Times mianem bestsellera (najczęściej udaje mi się dopaść je jeszcze w oryginale, ale tłumaczenia też mają swoje zalety). Zdążyłem się więc przyzwyczaić, że każda z tak tytułowanych czytelniczych okazji to pozycja z charakterem, wyróżniająca się na tle innych wydawnictw czymś szczególnym. Tak też jest i w tym wypadku.

Jak większość czytelników uważam, że wyznacznikiem dobrej książki jest fakt wciągania czytelnika w zupełnie nowy świat. Zdarzają się przecież dzieła, które ani nie pochłaniają, ani nie prezentują odbiorcy niczego nowego. W przypadku „Życia pasterza” natomiast nie tylko na własnej skórze przekonujemy się o tym jak to jest pracować na owczej farmie, ale jeszcze toniemy w książce bez reszty. Imersji takiej pomaga świetna organizacja treści. Pasterskie wzloty i upadki poznajemy bowiem przez pryzmat pór roku. Razem z Jamesem (a więc autorem-narratorem) będziemy brać udział w wielkim spędzie owiec wiosną oraz zaopiekujemy się trzodą podczas upalnego, deszczowego lata i zadbamy o witalność stada w trakcie mroźnej zimy. To wszystko w bogatej w opisy i zajmujące dygresje trzystu stronicowej lekturze, której objętość z pewnością nie wyczerpuje tematu wypasu i doglądania interesów farmy, ale z całym przekonaniem pozwala zasmakować niedostępnego i egzotycznego towaru jakim w dzisiejszym, pędzącym świecie jest życie pasterza.

Bohater od samego początku rozprawia się z poglądem, że bycie wiernym swoim korzeniom to domena głupców bez perspektyw – jak sądzą między innymi nauczyciele i wielu rówieśników. W tej sytuacji odrzucenie studiów w imię pracy na roli staje się ważną deklaracją w odczarowywaniu podobnych przekonań. James Rebanks strona po stronie z nieustającą pasją i doskonałą perswazją pokazuje wszystkim jak ogromną wartością jest podtrzymanie spuścizny ojców i dziadów, zwłaszcza tam, gdzie tak łatwo o zagubienie swojej historii. Chociaż brytyjska Kraina Jezior przez wiele stuleci była domeną pasterzy i rolników, dzięki romantyzmowi stała się zaledwie kolejną z szeregu atrakcji turystycznych, jakimi usiane jest Zjednoczone Królestwo – przy pomocy farmy i dawnych sposobów chowu owiec można jednak przezwyciężyć ten impas i przywrócić dolinie świetność tradycji.

Jednak lektura to nie tylko pełen ciekawostek opis pracy z owcami. Liczy się tu także, a wręcz przede wszystkim, rodzina. Dowiadujemy się jak układały się relacje międzypokoleniowe Rebanksów oraz zobaczymy jak niespotykaną siłę posiada wspólnota dla ludzi, których jednoczą pochodzenie i cel. A chociaż między bohaterami nie zawsze bywa idealnie, życie farmy i jej prosperowanie nie znoszą konfliktów.

Tytuł odpowie też na cisnące się na usta pytanie: jak to się stało, że pasterz zdecydował się napisać książkę o swoim życiu? Otóż okazuje się, że oprócz genów dziadka nauczyciela i jego biblioteczki James odziedziczył w spadku miłość do literatury i kiedy przez lata wieczorami kończył pracę na farmie udawał się wprost do wypakowanego stosami tomów pokoju, by czytać i zatracać się w klasycznych już dzisiaj dziełach Camus, Orwella, Sallingera, Hudsona czy Hemmingwaya.

Trzeba spróbować „Życia pasterza”, szczególnie jeżeli po ciężkim dniu potrzebujemy wytchnienia i podróży do świata, w którym panują proste zasady i jasne wartości, do świata pulsującego zgodnie z rytmem natury i pozwalającego na przynajmniej chwilowe oczyszczenie się z pogoni za sukcesem i karierą. Osobiście uważam, że ucieczka od codzienności to najlepszy prezent, jaki daje nam to pięknie oprawione wydawnictwo.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s